Szpitalne leczenie pcos

Na wielkich zielonych drzwiach w szpitalu miejskim było napisane PCOS, nie wiem i pewnie się nie dowiem, co to oznacza. Ale jakoś udało mi się zapamiętać te literki. A ja siedziałam tam z moim małym sąsiadem, który pod nieobecność rodziców był pod opieką babci a niestety wiekowa staruszka wołała się przespać niż zajmować wnuczkiem. A jak wiadomo dzieci nie można nawet na chwilę zostawiać samych, bo do głowy przychodzą im jakieś głupie pomysły. Tak więc teraz nasz mały bohater siedział na korytarzu prawdopodobnie ze złamaną ręką i rozbitym nosem, tak się to kończy jak nie umie się chodzić po drzewach a chce się zaimponować głupszym od siebie kolegom z klasy i z podwórka. Jednak nie było z nim tak źle bo podsłuchał rozmowę lekarzy i zapytał mnie co to jest toksoplazmoza, nie za bardzo wiedziałam co to jest bo na medycynie znałam się jak wieprz na gwiazdach i tylko odparłam mu że tego na pewno nie ma. Dobrze, że nie musieliśmy zbyt długo czekać na jego rodziców, po niecałej pól godzinie od strony gdzie był gabinet z napisem planowanie rodziny wysunęła się głów jego przestraszonej mamy a tuż za nią kroczył równie zdenerwowany tatuś z kluczykami od samochodu w ręku. Mam nadzieję, że za bardzo nie będą na niego krzyczeć, bo przecież to jeszcze dziecko.